— O Boże! Chciałabym umrzeć, chciałabym umrzeć...
Znawcy rzeczy twierdzą uparcie, że na dziesięć potężnie zakochanych panien trzy chcą pójść do klasztoru, dwie do filmu, a pięć przejawia niezłomną chęć śmierci. Wprawdzie owych pięć, wzywających śmierci, podniosłoby ogromny wrzask na widok myszy i wzywałoby ratunku — nie zmniejsza to jednakże grozy sytuacji. Basia w tej chwili istotnie żałosny przedstawiała widok.
„Basię wzięło jeszcze mocniej niż Jurka!”, pomyślała Ewa z gorącym współczuciem. „Taka mądra, taka dobra, taka zrównoważona... I co z tego? Na miłość nie ma i nigdy nie będzie lekarstwa... Och, jak straszny jest nasz los!”.
Zaczęła pocieszać Basię, gładząc ją po głowie, po twarzy i po rękach i szepcąc słowa pełne słodyczy. Nie dała jej jednak do poznania, jaki to „robak lęgnie się w tym bujnym kwiecie”133. Pomyślała równocześnie, że nie może pozwolić na to, aby się uczciwe i niezaradne serce tak gryzło i męczyło.
Przez dzień następny była Ewa rozgorączkowana i opryskliwa. Znienacka napadła na Jerzego:
— Czemu wciąż tkwisz w tej zatraconej pracowni! Mógłbyś odwiedzić Basię!
— A bo co? — z widocznym przerażeniem zapytał Jerzy.
Ewcię ogarnęła pasja, znana w psychologii pod nazwą „pasji szewskiej”.
— Powiedz mi, po co ja właściwie włożyłam tyle trudu w rozwalanie muru?
— Ach, więc to jednak był twój pomysł?