— Ależ ja najchętniej... Mówiliśmy z żoną...

— To świetnie, ale on się boi. Tak cierpi, proszę pana, że się serce kraje, że patrzeć na to nie można, a sam nie przyjdzie... I Basia taka sama. I ona cierpi, a słowa nie powie.

— Ależ to nie ma sensu!

— Ja też wiem, że to nie ma sensu, dlatego ja przyszłam prosić o rękę Basi dla Jurka. A on przyjdzie potem, jeżeli...

— Jeżeli co?

— Jeżeli pan go wezwie.

— Tak przecież nie można! Dziewczyno, pomyśl tylko...

— O, ja myślałam przez całą noc! Mój najdroższy panie! Niech pan zrobi tak: niech go pan poprosi niby tak sobie, na pogawędkę, i niech mu pan doda ducha. Pan jest mądrzejszy ode mnie i będzie pan wiedział, jak się gada z takim, co się kocha, a boi się to wyznać. Niech pan o tym pomyśli, że uczyni pan dwoje ludzi tak szczęśliwymi, tak szczęśliwymi...

— Dziewczyno, czemu płaczesz?

— A pan też ma mokre oczy... Ja już sama nie wiem, co począć! Ale jeżeli pana nie obchodzi los rodzonej córki...