— Kto to powiedział? — zdumiał się pan Zawiłowski. — Dobrze! Skoro on taki mało odważny, niech przyjdzie... Ha! — przypomniał sobie. — Przecież on musi zapytać Basię.

— Po co? On zapytał Basię siedemdziesiąt siedem razy, a Basia tyleż razy mu odpowiedziała, że żyć bez niego nie może.

— Kiedy? Przecież on ani słowa...

— A któż twierdzi, że oni rozmawiają słowami? Proszę pana, Jurek dzisiaj dziesięć razy kopnął krzesło. To chyba wyraźnie powiedziane!

Pan Zawiłowski nie mógł zrozumieć tego związku, lecz Ewa nie pozwoliła mu na rozważania.

— Więc sprawa jest załatwiona... Dziękuję panu w imieniu Jerzego. Pani Zawidzka będzie w siódmym niebie. Jurek będzie u pana jeszcze dzisiaj wieczorem... Niech pan przygotuje wodę, bo Baśka zemdleje... Do widzenia!

Panu Zawiłowskiemu zdawało się, że dom zaczął chodzić, jak gdyby miał nogi, a Ewa miała wrażenie, że świat cały zaczął się kręcić. Wróciła znużona i wyczerpana. Po obiedzie zapukała cicho do pracowni i rzekła:

— Jureczku, żebym nie zapomniała... Spotkałam pana Zawiłowskiego... I prosił przeze mnie, abyś się zobaczył z nim dzisiaj wieczorem.

— Co się stało? — zapytał Jerzy słabym głosem.

— A czy ja wiem? Prosił, żebyś koniecznie przyszedł...