Zeszła powoli ze schodów, bardzo zamyślona.

Gdy się zaczęło zmierzchać, poczuła gwałtowne bicie serca — Jerzy szedł przez ogród ku willi Zawiłowskich.

„Za chwilę zacznie się awantura...”, pomyślała.

Napisała karteczkę:

„Byliście dla mnie strasznie dobrzy. Ale uciekam, bo narobiłam bigosu i Jerzy mnie zabije! Serdecznie panią przepraszam!!!”.

Położyła liścik na widocznym miejscu, gwizdnęła na Rolmopsa i chciała wyjść. W drzwiach stała kucharka. Ewcia wyjrzała przez otwarte okno, chwyciła kundla pod pachę i wyskoczyła.

— Takie to już moje przekleństwo! — powiedziała, biegnąc ulicą — Zawsze przez okno... Byleby tylko Jurek nie wyskoczył przez okno od pana Zawiłowskiego.

Po godzinie wpadła do pana Mudrowicza. Nie wiedziała, że mu przeszkodziła w ważnej pracy — pan Mudrowicz układał właśnie dokument, w którym zapisywał cały swój majątek na ratowanie dzieci zagrożonych gruźlicą. Na dole omal nie wywróciła Pawła, któremu na dobitek Rolmops zaplątał się między nogi, i wbiegła zdyszana do pokoju.

–- Wszelki duch! — zawołał radośnie pan Mudrowicz. — A tobie co się stało?

— Ożeniłam Jerzego i uciekłam! — szepnęła Ewa z rozpaczą.