— Przestań, na Boga, przestań! — jęczała ciocia.
— Dobrze. A czy wiesz, ojcze Hieronimie, jak należy być grzecznym po chińsku?
— Ne wiem, córko Ewo! Ale skąd ty wiesz o tym?
— Zdobyłam przedziwnie mądrą księgę o chińskich obyczajach. Dowiedz się przeto, że skoro chcesz być grzeczny po chińsku, zmieszaj zawsze siebie z błotem, a pod niebiosy wysławiaj tego, z którym rozmawiasz. Gdybyś mówił o swej szlachetnej i nieporównanej córce Ewie, będziesz musiał, choćby ci serce pękało z boleści, nazywać ją „głupim prosięciem”.
— Ha! Nigdy tego nie uczynię!
— W takim razie będziesz uchodził za gbura. Co kraj, to obyczaj. Przeczytałam w tej rozkosznej książce o takim zdarzeniu: raz pewien Chińczyk, odziany w najświetniejszą swoją szatę, przyszedł do pewnego domu, w którym na belce pułapu stało naczynie z oliwą, a oliwę chłeptał szczur. Przestraszony szczur, uciekając, przewrócił naczynie na gościa, którego najświetniejsze odzienie w straszliwym znalazło się stanie. Gość wpadł we wściekłość, a wtem wchodzi gospodarz. Gość zrobił nakazaną liczbę ukłonów i z uprzejmym uśmiechem powiada: „O panie! W chwili gdy wchodziłem do tego szanownego domu, przestraszyłem nieopatrznie twego szanownego szczura, który, uciekając, przewrócił twoje szanowne naczynie z oliwą na moją nędzną szatę, co tłumaczy pogardy godny stan, w jakim śmiem się znajdować w twoim szanownym domu!”.
— O, szanowny idiota! — rzekła ciocia z goryczą.
— Ciociu! Cicho... Chińczycy słyszą, jak trawa rośnie — rzekł, śmiejąc się, pan Hieronim. — A jedno chińskie przysłowie powiada: „Gdy masz przejść w bród przez rzekę, nie mów źle o matce krokodyla!”.
Ciocia nie mogła pojąć, dlaczego pan Tyszowski ma przechodzić w bród przez chińskie rzeki i dlaczego krokodyle podsłuchują, co ludzie mówią o ich matkach. Miała już zresztą dość chińszczyzny, szanownych szczurów i szanownych psów, przeznaczonych na pieczyste; dręczyło ją natomiast pytanie, dokąd się odda Ewcię „na przechowanie”. Odbyła na ten temat wiele poufnych konferencji z własną duszą, z wieloma ludźmi i wreszcie z Tyszowskim. Ponieważ ojciec dżumy, wuj cholery i bliski krewny tyfusu niczego nie wymyślił (co było do przewidzenia), ciocia rzekła mu dnia jednego:
— Nie ma innej rady, Ewcia zamieszka u Szymbartów!