„Ciocia ze wstydu wyskoczyłaby przez okno” — dumała Ewcia, patrząc na tę operację.
Dzisiaj jednak nie myślała wcale o pani Halickiej. Obserwowała pilnie zwyczajne, dokładnie powtarzające się praktyki pani Szymbartowej, obliczając, kiedy dojdzie do nalewania mleka.
„Bomba pęknie za minut pięć... Trzy... Za dwie minuty...”.
Pani Szymbartowa zmąciła jednak zwykły porządek rzeczy, gdyż w pewnej chwili spojrzała na córkę i coś ją w jej wyglądzie zastanowiło.
— Czemu jesteś taka podniecona? — zapytała powoli.
— Nie, mamusiu...
— Źle się czujesz?
— Lepiej niż kiedykolwiek. Czemu mamusia pyta?
— Bo ci oczy błyszczą. Piłaś tran?
— Jeszcze nie...