Ewcia kopnęła ją lekko pod stołem, dając jej znak, aby czuwała i aby „zgasiła oczy”.
Pani Szymbartowa, uspokojona, przecięła zimny siekany kotlet z obiadu, w którym było trzy czwarte rozmoczonej bułki i jedna czwarta mięsa — jedną połowę położyła przed Ewcią, a drugą przed małżonkiem.
— Trzeba to przytrzymać, aby wiatr nie porwał — mruknął sam do siebie pan Szymbart.
— Co powiedziałeś?
— Że nie przełknę tego bez mleka! — odrzekł on odważnie.
Pani Szymbartowa siedziała przez chwilę nieruchomo, chcąc dać do zrozumienia, że rozdzierający krzyk mężowskiego serca, domagającego się napoju, nie czyni na niej najmniejszego wrażenia; po czym z własnej i nieprzymuszonej woli podniosła się z westchnieniem i poszła do spiżarni.
— Tatusiu, ratuj! — szepnęła Zosia.
— Przed czym? — zdumiał się spokojny pan Szymbart.
Nie było jednak czasu na odpowiedź, bo na mrocznej scenie ukazała się pani Szymbartowa, stąpająca jakby w śnie somnambulicznym45. Tak zawsze kroczy lady Makbet46, patrząc nieruchomym wzrokiem na swe zakrwawione ręce. Pani Szymbartowa natomiast patrzyła jak urzeczona w garnek. Miała wyraz twarzy taki, jak gdyby się jej coś pomieszało w rozumie, albowiem dnia onego przestały działać wszystkie prawa fizyki — oto trzyma w ręku garnek pełen mleka, a garnek jest przedziwnie lekki. Dlaczego jest taki lekki? Przecież kożuch jest nienaruszony, zatem powinno pod nim być mleko. Postanowiła go postawić na stole, nie odwracając od niego zdumionego spojrzenia. Obydwie dziewczyny zachowywały się tak samo. Zdawało się, że najgłupszy z głupich garnków z jednym uchem stał się ni stąd, ni zowąd największym dziwem świata. Jedynie pan Szymbart, rzeczy nieświadom, zachował rozumne spojrzenie na świat i na garnek. Chwycił go gwałtownym ruchem za ucho, jak czasem czyni majster szewski z uchem terminatora47, i przechylił naczynie nad szklanką. W tej chwili król Salomon48, siedzący na chmurze i przyglądający się tej scenie, zawołał zapewne: „Z próżnego i ja nawet nalać nie mogłem, kochany panie Szymbart!”.
Zakwilił cicho pan Szymbart i rozumne jego spojrzenie przybrało ciemną barwę nagłego ogłupienia.