Pozostała na tarasie, usiadłszy w trzcinowym fotelu. Słyszała z niewielkiej odległości wykrzykniki Jerzego, który opowiadał matce o całej historii. Ani razu natomiast nie usłyszała głosu pani Zawidzkiej.
Ewcia była znużona. Zuchwała wyprawa wyczerpała ją do cna. Przez połowę nocy nie zmrużyła oka, układając rozpaczliwy swój plan. Od północy naradzała się z Zosią, przerażoną i równocześnie zachwyconą. Dziesięć razy co najmniej liczyła Ewcia pieniądze, które miały jej starczyć na podróż do pani Halickiej. Wiedziała, że ucieczka jej będzie dla cioci nie byle jakim ciosem, skoro się dowie, że pani Szymbartowa źle spełniła obowiązek opiekunki. Trzeba będzie wyjaśniać długo i pracowicie, czemu Ewcia zwodziła ciotkę doniesieniami, że wszystko u niej w porządku. Dobrze się stało, że do tego wszystkiego nie doszło, lecz co się stanie teraz? Pani Zawidzka jest wspaniałą kobietą i zapewne mądrą, więc jej poradzi, jak ma postąpić. Żeby tylko ten wesoły chłopak dokładnie i wyczerpująco powtórzył matce wszystko, o czym się dowiedział od Ewci. Strasznie dobre jest to chłopczysko. Mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka, że myśli jego latają obłąkanym, jaskółczym lotem, niespodzianymi zygzakami, a jednak nie ulega wątpliwości, że jego rozigrany sposób gadania to tylko taki „fason”. Przez jasne oczy widać jego dobre serce... Coś oni tam oboje — pani Zawidzka i jej syn — przecież wymyślą, a Ewcia postąpi tak, jak jej polecą. Byle tylko nie wracać do pani Szymbartowej, byle tylko nie to!
W tej chwili wychylił się z okna Jerzy i wrzasnął tak, jakby chciał pół Warszawy postawić na nogi.
— Panno Ewo! Na przesłuchanie! Kundel później...
Ewcia poszła z bijącym sercem. Trafić było łatwo, bo śmiech Jerzego wyraźnie wskazywał drogę. Ten śmiech dodał jej otuchy.
Pani Zawidzka siedziała na kanapce, a Jerzy krążył po pokoju, wciąż gadając. Na widok dziewczyny zamilknął i mrugnął do niej wesoło.
— Bliżej, bliżej moje dziecko! — powiedziała łagodnie pani Zawidzka. — Usiądź...
— Ewo, siadaj! — wrzasnął malarz. — Kobiety zazwyczaj mdleją w ważnych chwilach, więc niech to raczej robią na siedząco.
— Jerzy, bądź łaskaw nie przeszkadzać — rzekła pani Zawidzka. — I nie krzycz, bo cię wyrzucimy za drzwi. Moja kochana dziewczyno — zaczęła po chwili z powagą — mój syn opowiedział mi o wszystkim. Z jego nieskładnej gadaniny....
— Oho! — zawołał Jerzy.