Ewcia spała mocno jak stróż nocny, któremu polecono pilnować domu, albo jak rodzona siostra siedmiu braci śpiących73. W pewnej chwili jednak opadły ją senne widziadła. Śniło się jej, że siedząc okrakiem na chmurze, ucieka jak na koniu, a ogromny potwór na niezmiernie długich nogach ściga ją zawzięcie i ciska za nią obrazami. Można to było zdzierżyć, jak długo rzucał obrazami przyzwoitych rozmiarów; kiedy jednak ów straszliwiec zamierzył się w jej stronę okropnym malowidłem, wielkim jak pół nieba, krzyknęła z trwogi i zleciała z chmury na łeb. Rozległ się trzask i dudnienie, jak gdyby cały świat walił się w przepaść, a ona wraz z nim. Bystry rozum ludzki byłby jej wyjaśnił, że rzucając się w niespokojnym śnie, wprawiła w ruch pustą (i wskutek tego niestabilną) pakę po mydle, a złośliwość rzeczy martwych, do których nauka musi zaliczyć i pakę, jak tak wielka, że owo pudło nabrało znienacka brzydkich przywar dzikiego mustanga, co staje dęba, aby z grzbietu zrzucić jeźdźca. Fotel, na którym spała Ewcia, runął tak, jak czasem padają trony, a ona znalazła się w straszliwym poniżeniu strąconej królowej, co zadartym nosem dotknęła prochu ziemi.
Ewcia wydała okrzyk trwogi, który nie zmienił się od chwili, w której wyszedł z ust człowieka przedpotopowego, bardzo jeszcze kosmatego:
— Aj! Aj!
Rozszerzonymi oczami patrzyła dookoła siebie, nie mogąc zrozumieć, gdzie się znajduje. Należy przyznać z szacunkiem dla jej bystrości, że przypomniała sobie o wszystkim niezwykle szybko — obejrzała się przeto za siebie, szukając malarza.
— O, nędzna istoto! — szepnęła z goryczą pod własnym adresem.
Malarz odszedł — oczywiście — z sercem rozdartym i pełnym żalu. Słusznie uczyni, jeśli ją obrzuci spojrzeniem pełnym pogardy i już nie przemówi do niej marnego słowa.
Gdy zeszła cichutko z wysokości „siódmego nieba”, w którym mieszkał jedyny, ale za to wątpliwy anioł — malarz, usłyszała jego rozmowę z matką.
— Niech mama patrzy — zawołał na widok Ewci — oto idzie ta, którą tak oślepiły moje obrazy, że z zachwytu wpadła w głębokie omdlenie!
— Bardzo pana przepraszam — bąknęła Ewcia.
— Za co? Inni ludzie ich na widok dostawali kręćka i albo wyrywali sobie włosy z głowy, albo też w przystępie szaleństwa usiłowali je wyrwać z mojej. Jak się spało?