— Czym ja się pani odwdzięczę, droga, złota pani! — szepnęła cicho.

— Dość, straszliwa kreaturo! — wrzasnął Jerzy. — Udusisz mi matkę! Poza tym mogłabyś uściskać mnie, bo gdyby nie ja...

— Najchętniej! — zawołała Ewcia.

— W takim razie właź panna na krzesło, bo ja cię podnosić nie będę — rzekł Jerzy ponuro.

Lecz Ewcia jednym sprężystym skokiem odbiła się od matki ziemi i zawisła na jego szyi, znajdującej się na takiej wysokości, że jej chude nogi wisiały w powietrzu. On się zarumienił jak panna i postawił ją na podłodze.

— Czy mama pozwoli — rzekł głosem z brzucha — aby rozmaite podlotki wprawiały się na mnie w całowaniu wybitnie przystojnych mężczyzn?

— Głupi jesteś, przystojny mężczyzno! — śmiała się pani Zawidzka. — Chodźmy jeść.

— Straciłem apetyt! — rzekł Jerzy.

— Ja tym bardziej! — odrzekła Ewa wesoło.

Jerzy na widok potraw chwycił się rękami za głowę.