Ewcia była rozpromieniona. Tak tu było wesoło i miło, że dziewczyna śmiała się ze szczęścia. Ten Jerzy jest rozkoszny. Przez cały czas stroił mordercze miny, a spojrzenie miał rozigrane i pełne radosnej pustoty. Patrzył na matkę z niezmierną miłością, a ona na niego ze słodką czułością.
Tak było i nazajutrz, tak było dnia następnego. Zdawało się, że szczęście jak jaskółka ulepiło sobie gniazdo pod okapem tego domu. Malarz napełniał go zgiełkiem i śmiechem. Gdy się zamknął w pracowni, słychać było stamtąd jego okrzyki, chociaż był sam. Dobrotliwie naigrawał się z Ewci, której się zdawało, że zna tych dwoje od najpierwszych swoich dni i że mieszka w ich domu od wielu lat. Na łajdackie przymówki Jerzego odpowiadała wesoło, lecz zazwyczaj pyskaty malarz nikogo nie dopuszczał do słowa.
— Odpowiedz wreszcie — rzekła pani Zawidzka — co robiłeś w Zakopanem? Dużo namalowałeś?
— Dwa barany. Chciałem namalować trzy, ale jeden uciekł. Nie podobała mu się moja gęba. Poza tym starałem się policzyć Żydów, ale straciłem rachubę.
— A pstrągi pan jadł?
— Pstrągi? Przecież to ryby? Mam w domu dość ryb! Codziennie jadłem kiełbasę, od rana do wieczora jadłem kiełbasę. Budziłem się sześć razy w nocy i jadłem kiełbasę. Słyszysz, matko! Zjadłem ze trzy kilogramy kiełbasy. Słuchaj, Zadarty Nosie, jeśli mi nie wierzysz...
— Telefon! — rzekła pani Zawidzka. — Podejdź, Jureczku. Po co bierzesz widelec?
— Bo jeśli to jeden z moich przyjaciół, który mi od siedmiu lat winien siedem złotych, to mu wydłubię oko. Halo! Kto tam wisi na sznurku z drugiej strony? Kto? Och, bardzo przepraszam... Myślałem, że to któryś z moich kolegów... Bardzo przepraszam... Tak. Zawidzki...
Telefon stał na małym stoliku obok kredensu w tym samym pokoju. Ewcia zauważyła, że Jerzy spojrzał znacząco w stronę matki. Potem słuchał uważnie. W pewnej chwili widelec wypadł z jego ręki. Odpowiadał półsłówkami, pociemniałym głosem. Bujna wesołość tak znikła z jego twarzy, jak gdyby ją zwiał nagły wiatr.
Ewcia spojrzała na panią Zawidzką i zdjął ją lęk. Pani Zawidzka, jak gdyby już coś zrozumiała z tych półsłówek, wyraźnie pobladła; przestała jeść i nasłuchiwała czujnie.