Co robić? Jak się zachować w tym rozpaczliwym położeniu? Przecież nie można siedzieć wygodnie i bezmyślnie patrzeć, jak się ci najlepsi ludzie miotają się niespokojnie niczym ryby w sieci. Pani Zawidzka przy spotkaniu gładzi ją po głowie i usiłuje uśmiechnąć się — czyni to jednak mimowolnie, krążąc myślą gdzieś daleko. Pan Jerzy chciał wczoraj zagadnąć do niej swoim zwyczajem wesoło, lecz słowa mu się cokolwiek pomieszały; nie dokończył zdania i zagłębił się w grubej książce telefonicznej. Nie wolno Ewci zapytać go wprost, co się dzieje. Gdyby chcieli, powiedzieliby jej sami. Nie są to jednakże ludzie, którzy się chętnie dzielą swoimi zmartwieniami. Radością podzieliliby się w tej chwili.
Pani Zawidzka wyszła rano i nie wróciła na obiad. Jerzy jest w domu, gdyż słychać jego kroki. Chodzi i chodzi po pokoju. Zatrzymał się na chwilę w swoim pochodzie, bo zajął go widocznie zgiełk przed sąsiednim domem, oddzielonym od willi Zawidzkich niskim murem, zarosłym dzikim winem. Ewcia też spojrzała. Zajechał wóz meblowy wielkości arki Noego76. Ktoś się sprowadza do sąsiedniej willi. Niech się sprowadza. Mamy nieco większe zmartwienia niż przyglądanie się ludziom wnoszącym meble.
Ewcia rozpoczęła nowy okres gwałtownych rozmyślań i „robiła głową” — jak mówił pan Zagłoba77. Po dłuższej chwili bardzo wytężonej pracy ducha powzięła jakieś rozpaczliwe postanowienie. Poczęła grzebać w swoim zawiniątku, niezmiernie poważna i wielce zatroskana. Zeszła, ociągając się, na dół, przystanęła przy drzwiach, za którymi słychać było kroki Jerzego, i lekko zapukała.
— Kto tam, do stu tysięcy! — krzyknął Jerzy.
— Oj! — jęknęła Ewcia i chciała uciec.
W tej chwili Jerzy gwałtownie otworzył drzwi.
— Ach, to Ewa... Proszę wejść.
Dziewczyna weszła, cisnąc do chudej piersi jeszcze chudszą torebkę.
— Ja tylko na chwileczkę, proszę pana. Ja chciałam tylko...
— Niech pani siada. Czy Ewci słabo?