— Troszeczkę... Proszę pana! — powiedziała głosem, w którym było równie dużo panieńskiego pisku, co i dorosłej rozpaczy. — Ja muszę się z panem rozmówić.

Jerzy spojrzał ciekawie.

— Bardzo proszę. Czy to coś ważnego?

— To jest śmiertelnie ważne!

Jerzy uśmiechnął się blado i wskazał jej ręką krzesło.

— Może jednak łatwiej będzie na siedząco.

— Mnie wszystko jedno! — rzekła Ewcia dość potężnie. — Mogę usiąść...

— No? I cóż się stało?

— A właśnie że coś się stało, a ja nie wiem co. Wiem to jedynie, że i mamusia pana, i pan mają jakieś okropne zmartwienie, a ja na to nie mogę patrzeć, bo mi się serce kraje.

— Dobre dziewczynisko! — rzekł Jerzy serdecznie cichym głosem. — Trudno zaprzeczyć. Mamy oboje małe zmartwienie, ale Ewcia na to nie poradzi...