— Niech ci, boża kreaturo, Bóg zapłaci... Strasznie Ewcia jest dobra. Taka jak i ojciec... Wzruszyłaś mnie, kobieto... Weź jednak, cudowny małpiszonie, i te pieniądze, i ten śliczny zegarek, nie sprzedawaj książek i nie sprzedawaj mebli, bo ci tego nie wolno. Gdyby można sprzedać twoje złote serce, dałoby się za to kupić najmniej połowę świata, ale tą ofiarą, droga dziewczyno, niczego nie dokażesz.
— Jezus Maria! — jęknęła szeptem Ewcia.
— Tak, tak — mówił Jerzy zamyślony. — Sto takich zegarków też by było za mało. Chcesz wiedzieć czemu! Dobrze! Należysz do rodziny...
— O Boże!
— Teraz tym bardziej, po tym, co uczyniłaś, Ewuniu. Powiem ci wszystko. Otóż widzisz, dziewczyno, znalazłem się z matką w srogich tarapatach. Chciałem, żeby moja matka miała ten dom. Chorowała śmiertelnie, więc postanowiłem, że będzie miała spokój, słońce i tych kilka róż. Przeceniłem jednakże siły. Był czas, że sprzedawałem mnóstwo obrazów, więc mi było łatwo. Od dłuższego czasu jednakże pies nawet nie zapyta o obraz. Cudem boskim trzymałem tę chałupę w garści. Teraz jednak nie dam rady. Nie piję, nie palę, nie gram w karty. Tylko pracuję, a wszystko na nic. Widziałaś moją pracownię... Zamalowałem wiele kilometrów płótna i żywię nimi muchy. Muszę do końca roku zapłacić dziesięć tysięcy, a z tego dwa do dnia pierwszego lipca. Za pięć dni.
— W banku?
— Otóż właśnie, że nie w banku. Kto inny nas naciska.
— Pan Mudrowicz. Ja słyszałam niechcący.
— Tak, pan Mudrowicz. Ten człowiek wykupił nasz dług od naszych przyjaciół. Zrobił to w tajemnicy i dlaczego to uczynił, nie wiem. Było mi to zresztą obojętne, komu mam płacić, a że pan Mudrowicz jest jakimś dalekim krewnym mego ojca, zdawało mi się nawet, że w razie jakiegoś nieszczęścia łatwiej będzie rodzinie pójść na rękę niż bankowi, który nie ma zwyczaju rozczulać się nad kimkolwiek. Niestety, pomyliłem się. Pan Mudrowicz ma twarde serce i ciężką rękę. I słusznie. Jest w swoim prawie. A ja nie mogłem przypuszczać, że nadejdą tak gołe czasy. Któż się mógł spodziewać? Znalazłem się w potrzasku. Pan Mudrowicz zabierze dom.
— O Boże! Naprawdę?