— Oho! Może trzeba było nałożyć maskę na twarz? Mówiłem ci już wczoraj, że za twoje pomysły mogłabyś dostać złoty medal od stowarzyszenia wariatów. Gadajże, dziewczyno, co i jak?
— Wszystko panu powiem po drodze. Teraz weźmiemy z domu dość ciężki pakunek, wsadzimy do auta i pojedziemy na Stare Miasto79.
Pan Szymbart wzruszył ramionami.
— Jedźmy na Stare Miasto. Uprzedzam cię jednak, że jeśli mnie wciągniesz w jakąś kabałę80, wrzucę cię do Wisły, a ze Starego Miasta do Wisły niedaleko.
— Dobrze, ale teraz ja pobiegnę po auto, a pan niech tu czeka.
— A jeśli wyjdzie ktoś z domu, co mam robić?
— W domu nikogo nie ma! — zawołała Ewcia, wybiegając na ulicę.
„To wszystko razem jest mocno podejrzane”, myślał pan Szymbart ponuro. „Ale to mądra dziewczyna...”.
Mądra dziewczyna wydawała po chwili gorączkowe polecenia, które pan Szymbart wykonywał w posłusznym milczeniu. Umieścił obrazy w wozie i dzierżył je pieczołowicie, bo szczególnie na zakrętach okazywały skłonności burzliwe.
— Proszę pana — mówiła Ewcia ściszonym głosem. — To, co robię, robię za wiedzą pana Zawidzkiego. Jadę, aby sprzedać te obrazy.