— Aha!
— Ale to nie jest takie proste... Ten, komu chcę je sprzedać, wcale ich nie chce kupić.
— To ciekawe! To musi być dziwak...
— Wszystko jedno. Otóż pan mi pomoże wnieść te obrazy aż do drzwi jego mieszkania.
— Które piętro?
— Nie wiem. Zresztą to wszystko jedno. Potem ja wejdę, a pan stanie po przeciwnej stronie ulicy i będzie patrzył w okna.
— A po cóż ja mam patrzeć w okna?
— Na wszelki wypadek. Muszę się panu przyznać, że ja się tego pana trochę boję. Może mi wyrządzić jakąś krzywdę. Gdybym przeto nie wyszła z tego domu po upływie godziny, niech pan woła o pomoc i sam prędko przybiegnie.
— A mówiłem, że bez rewolweru się nie obejdzie! — mruknął pan Szymbart. — Więc mam czekać przez godzinę?
— Tego nie wiem. Jeżeli będę pewna już po krótkim czasie, że nic mi nie grozi, wtedy dam panu znak chustką przez okno, trzykrotny znak.