— A wtedy co?
— Wtedy pan może pójść do domu.
— Bardzo ładnie. Powiedz mi jednak, co ja mam robić, jeżeli cię ów jegomość z miejsca udusi, o czym ja nie będę wiedział, bo dowiem się o tym dopiero po upływie godziny?
— Prawda, o tym nie pomyślałam. Ale chyba tego nie zrobi... Zaraz, zaraz, niech pomyślę... Aha! Tak będzie najlepiej. Gdy będę rozmawiała z tym panem, będę wciąż w pobliżu okna, w ten sposób będzie mnie pan cały czas widział.
— Niezupełnie. Okno może być od podwórza albo na bardzo wysokim piętrze. To też źle. Powiadam raz jeszcze, że mi się to wszystko nie podoba. Po co ty to wszystko robisz?
— Aby ratować dobrych ludzi od nieszczęścia.
— Ach, to tak? W takim razie wszystko w porządku, moje dziecko. A teraz ja wiem, co zrobię.
— Co, co?
— Od czasu do czasu zadzwonię do mieszkania tego pana pod byle jakim pretekstem i spenetruję jak i co.
— Doskonale!