— Widzę... co on tam robi?
— Usiłuje je otworzyć, aby obejrzeć odwrotną stronę. Oho! Otworzył...
Przybysz pojawił się po chwili z zawiedzioną miną.
— Nec locus, ubi Troia...264 — mruknął profesor. — Słuchaj no, czy on może cokolwiek wiedzieć o tym domku?
— Z wszelką pewnością nie wie, gdyż gdyby w liście była o nim mowa, nie tracono by czasu na poszukiwania we dworze. Wyobrażam sobie, że oficer z ostrożności nie napisał niczego wyraźnie. Mógł napisać: „Szukaj na drzwiach w tej izbie, w której mieszkałem”. Ci, co czynią poszukiwania, myślą tak: „Gdzie mógł mieszkać chory oficer w gościnnej polskiej wsi? Oczywiście, we dworze!” I tam szukają. Nie wiedzą o tym, o czym my wiemy: że we dworze umierała pani Gąsowska. Na myśl im nie przyszło, że oficer mógł przez czas pewien zajmować ten domek. Fałszywy malarz korzysta jedynie ze sposobności, aby niczego nie pominąć i obejrzeć każde drzwi. Ubiegłej nocy oskrobał drzwi w swoim pokoju, o co pan profesor oskarża niewinne myszy, dzisiaj we dnie obejrzał wszystkie inne i jest zrozpaczony. O co się pan profesor ze mną założy, że się z nami dzisiaj pożegna?
— Nigdy w życiu nie będę się już z tobą zakładał! — rzekł profesor. — Mam dość gorzkich doświadczeń, ty piekielny smyku!
Adaś uśmiechnął się niewinnie.
— Szkoda! — rzekł. — Może by i pan profesor raz wygrał zakład.
— Z tobą — nigdy! Ale, ale... Gdzie on się podziewa?
— Poszedł ku dworowi. O, niech pan patrzy, panie profesorze! Spotkał pannę Wandę i rozpoczął z nią rozmowę. Będzie się starał ją wybadać, chodźmy tam prędko!