— Dlaczego właśnie drzwi?
— Myszy mają przedziwne upodobania — roześmiał się Adaś. — Niech pan uważa, aby nie zjadły pańskich farb.
— A co pana obchodzą moje farby? — zapytał malarz zaczepnie. — Dlaczego pana boli o to głowa? Czy mało panu było końskiego kopyta?
Ton tego przemówienia był tak zuchwale impertynencki, że w oczach panny Wandy zamigotało oburzenie, a pan profesor zacisnął pięści.
Adaś jednak uśmiechał się.
— Moja głowa wiele wytrzyma, ja mam żelazną głowę! — rzekł, bystrze patrząc tamtemu w oczu.
— Ale tylko jedną... Niech pan jej dobrze pilnuje! — odpowiedział malarz, zmrużywszy oczy.
— Dziękuję za radę — zaśmiał się Adaś. — Będę się wystrzegał złośliwych... — w tym miejscu uczynił pauzę — koni.
Malarz nagłym ruchem zerwał z głowy kapelusz i skłoniwszy się pannie Wandzie, odszedł bez słowa.
— Opryszek! — rzekł z pasją profesor.