— Nie, bo znowu odwiedzą nas w nocy, aby obejrzeć tamte drzwi. Przy takich awanturach zawsze łatwo o nieszczęście, bo nad łóżkiem pana Gąsowskiego widziałem zawieszony rewolwer...
— Tak, tak... — mruknął profesor. — Rewolwer w ręce matematyka sam nie wie, kiedy wystrzeli. Wandziu, spróbuj wywabić ojca z jaskini!
Długie rozprawy, prowadzone przez otwarte okno, zdołały wreszcie przekonać matematyka, że powinien zwiedzić słoneczny boży świat, który pociemniał cokolwiek, skoro się na nim ukazała groźna chmura czarno malowanej brody.
— Panno Wando! — szepnął Adaś. — Niech pani teraz przemknie się do domu przez kuchnię i niech pani stara się dojrzeć, co zrobi malarz. My będziemy stali tutaj, aby nas miał na oku.
Wanda pobiegła dookoła przez ścieżki.
— Czemu przeszkadzacie mi w pracy? — zagrzmiał matematyk. — Co się stało?
— Właściwie to nic, proszę pana — zaczął mówić Adaś wesoło. — Rozmawiamy sobie z panem profesorem o tajemniczych właściwościach liczb.
— O, o! — zdumiał się radośnie matematyk. — O cóż idzie?
— Czemu na przykład liczbie siedem przypisuje się przedziwne właściwości?
Matematyk pogładził brodę i mówił z lubością265: