— Zaprowadzimy go tam po południu — rzekła panienka.
— Nie, Irenko! — powiedziała pani Niemczewska. — Niech oni go zaprowadzą. Ty zostaniesz w domu.
— Ależ, mamusiu! Ta robota poczeka...
— Czeka już od wczoraj, a miała być gotowa dzisiaj.
— To obrzydliwe — mówiła panienka z rozpaczą. — Jak można w czasie wakacji męczyć porządnego człowieka? Proszę sobie wyobrazić — rzekła, zwróciwszy się do Adasia — że mi każą tłumaczyć jakiś francuski list...
— Francuski list? — zapytał Adaś dziwnym głosem.
— Tak. I do tego pisany jakąś niemożliwą, starą francuszczyzną.
— Starą francuszczyzną?... A któż teraz pisze takie listy?
— Ten list nie jest napisany teraz. To jakaś stara, odwieczna epistoła294... Tu niedaleko, w Żywotówce, mieszkają jacyś obcy i wczoraj jeden z nich przyniósł do nas ten list i zaczął błagać, aby mu go przetłumaczono. Powiedział, że to bardzo ważny dla niego dokument, że sam nie rozumie francuskiego języka i nie zna nikogo w okolicy, co by mu ten list przełożył. Ponieważ przypuszczał, że ktoś u nas w domu będzie mógł to uczynić, więc prosił i prosił, a mamusia nie umie nigdy odmówić, więc nieszczęście spadło na mnie.
— A kiedy ten obcy ma przyjść po odpowiedź? — spytał Adaś, pilnie bacząc, aby nie zdradzić niepokoju.