— Trzeba się jednak śpieszyć, trzeba się bardzo śpieszyć! — rzekł głośno sam do siebie.
Posłyszawszy kroki, ukrył sporządzoną dla siebie kopię przekładu, aby ją pokazać profesorowi.
— Udało się? — zapytała zdyszana panienka.
— Myślę, że się udało.
— To dobrze, to dobrze! Bardzo serdecznie panu dziękuję. Czy to ciekawe?
— Nudne — odrzekł Adaś. — Nic nadzwyczajnego.
Panienka włożyła oryginał i tłumaczenie do koperty i nie interesując się treścią listu, zalepiła ją ku wielkiej radości Adasia, który pomyślał, że gdyby ujrzała w starym liście nazwę Bejgoła i nazwisko sąsiadów Gąsowskich, długie musiałoby się zacząć gadanie.
Przy wczesnej wieczerzy Adaś dał koncert wesołości i niestworzone opowiadał historie. Z serdeczną wdzięcznością patrzono na tego miłego chłopca, co przyszedł znikąd i napełnia cały dom radosnym śmiechem.
Nagle mu przerwano, gdyż ktoś wszedł z oznajmieniem, że ów nieznajomy, co mieszka w Żywotówce, czeka w kuchni.
— Ach, to po ten list! — rzekła panienka i wyszła z pokoju.