— A skąd ty, panie Adamie, wiesz, że to „stare” pismo? Jak możesz o tym wiedzieć, skoro atrament jest jeszcze świeży, bo ten list został napisany przed dziesięcioma godzinami? Wiem, że jesteś sprytnym chłopaczkiem, bo ujrzałeś pożar, którego nie było, właśnie w tej chwili, w której brodaty pan Gąsowski zaczął mówić o drzwiach, a teraz od razu poznałeś, że to stare pismo. Węchem poznałeś? Ho! ho! chłopczyno... Będziesz ty jeszcze śpiewał!
— O niczym nie wiem! — krzyknął Adaś. — Czego wy ode mnie chcecie?
— Abyś powiedział wszystko, o czym wiesz, bo ty wiesz. Ja ci się dobrze przyjrzałem. Niby zawracałeś oczami do panienki, a pilnowałeś mnie. Ach, ty żółtodziobie! Myślałeś, że nie widzę? Ty Sherlocku Holmesie328 od czternastu boleści! Ty chcesz nas podejść, nas? Musiałbyś żyć jeszcze sto lat, zanim cię się to uda. Będziesz gadał czy nie?
— Nic nie wiem...
— Zaraz będziesz wiedział... Skończmy te żarty. Mów, w jaki sposób tutaj doszedłeś. Jak się dowiedziałeś, że my tu mieszkamy?
— Ludzie opowiadali...
— Co opowiadali?
— Że w Żywotówce osiedli jacyś obcy... Mówili, że Francuzi.
Wspólnicy spojrzeli po sobie znacząco.
— Tutaj nie było i nie ma żadnego Francuza — rzekł chudy. — Co dalej?