— Być może, ale cię nie znajdą — zaśmiał się chudzielec.

— Dadzą znać policji...

— Cóż robić? Nie każdemu jest miło mieć do czynienia z policją, ale na jakiej podstawie policja ma cię szukać tutaj u nas, u spokojnych ludzi, co sobie na lato wynajęli letni domek i zbierają grzyby? Jakim zresztą sposobem mógłbyś się znajdować tutaj, skoro jesteś w Warszawie?

— Jak to w Warszawie?

— Przed dwoma dniami o godzinie dziewiątej wieczorem wyjechałeś pociągiem do Warszawy, co pod przysięgą zaświadczy ten woźnica, co ciebie i panienkę woził na stację. Strasznie byłeś chytry i wpadłeś w kabałę.

— Widziano mnie w Wiliszkach, tam gdzie ten pan przychodził po tłumaczenie francuskiego listu...

— Aa! To ty i tam byłeś?

— Byłem...

— Rozumiem... Idąc śladem mojego przyjaciela, zabrnąłeś aż tutaj. Stąd ta uroczysta wizyta. Sprytny jesteś, chłopaczku, cokolwiek za sprytny.

Spojrzał na Adasia z wesołym uznaniem i zamyślił się.