— Przyjacielu! — rzekł po chwili, zwracając się do wspólnika. — Przynieś pióro, atrament i papier listowy. Nasz miły gość będzie tak miły i napisze list...
Adaś zaniepokoił się.
— Nie mam do kogo pisać... — rzekł cicho.
— Przybory do pisania przydadzą się w każdym razie — rzekł chudy. — Jeżeli nie zechcesz napisać listu, napiszesz testament. Siadaj! — krzyknął z niespodzianą złością. — Nie spoglądaj w okno, bo zamknięte i tędy nie uciekniesz. Tutaj siadaj. Tyłem do okna. Masz dziesięć minut czasu na pisanie. Napisz list do swoich przyjaciół. Krótko i bez wykrętów. Napiszesz, żeby się nikt o ciebie nie troszczył, bo jesteś bezpieczny, i że wrócisz za kilka dni. Zrozumiałeś?
— A jeżeli tego nie uczynię? — zapytał Adaś, patrząc ponuro.
— Mówiłem ci już: napiszesz testament. Zabłądzisz w nocy w nieznanej okolicy, wpadniesz do wody i utoniesz. Nikt nigdy nie dojdzie, że stało się to z uprzejmą cudzą pomocą. Więc napiszesz?
Adaś rozważał przez krótką chwilę i usiadł przy stole.
— Do kogo mam napisać?
— Osoba jest obojętna... I tak ten list będą wszyscy czytali.
Adaś nerwowym ruchem przysunął świecę i pomyślawszy chwilę, zaczął pisać bardzo uważnie i z namysłem. Chudy z fajką w zębach siedział naprzeciwko niego, fałszywy malarz stał za nim, czujny na każdy jego ruch.