— I małpy powinny już spać. Ale i na nas czas, bo to już dawno po północy. Kawaler musi być bardzo znużony, tym więcej że go omal nie udusili, ale kawaler będzie mógł wyspać się przez cały jutrzejszy dzień. Zostaniesz, chłopczyku, sam, bo jeden z nas powędruje z twoim listem, a my będziemy mieli niecierpiące zwłoki zajęcie. Będziesz spał albo będziesz myślał, a jutro w nocy pogadamy sobie na rozum.

Podniósł się powoli, ziewając, i skinął na wspólnika.

Wspólnik z łapami goryla trącił Adasia niespodzianym ruchem i przewrócił go na łóżko. Wtedy chudy usiadł szybko na jego nogach, a fałszywy malarz, dobywszy331 spod łóżka wiązkę sznurów, zaczął wiązać Adasia z niebywałą wprawą.

— Teraz nogi! — komenderował chudy. — To konieczne, chłopaczku, bo jesteś za mądry, a nawet najmądrzejszy człowiek niczym nie różni się od barana, skoro jest dokładnie związany. Sam go udźwigniesz czy mam ci pomóc?

— Pomóż... — mruknął wspólnik.

Owiniętego szczelnie grubą, szorstką derką nieśli przez ciemne izby, potem przez obszerne podwórze. Na chwilę złożyli go na wilgotnej ziemi; skrzypnęły jakieś ciężkie drzwi i Adaś poczuł zgniły, ciężki zapach stęchlizny.

10. Na dnie piwnicy i rozpaczy

Niecierpliwym ruchem zrzuciwszy z twarzy róg derki, usiłował Adaś rozejrzeć się i zrozumieć, gdzie się znajduje. Ciemno było jak w piekle, kiedy diabli śpią. Ciemno, duszno i zimno tym najgorszym zimnem, co kapie stęchłą wilgocią i pokryte jest zielonymi liszajami pleśni. Dobrze, że mu dali tę derkę. Zimno dręczyło jego ciało, ale i dusza w nim na poły skostniała. Zabrnął w awanturę ponurą i złą; przygoda, co miała być romantyczna i bogata, haniebnie pociemniała, gdy się na nocnej scenie ukazali niecni ludzie. Jeszcze ten chudy, z latającą grdyką, jest jaki taki: złośliwy, sprytny, lecz nie zbójca. Fałszywy malarz natomiast jest grubołapym zwierzem, kąśliwym i złym. Co oni z nim zrobią? Być może, że „Latająca Grdyka” nie dopuści do ostateczności, lecz pociecha jest złudna. W każdym razie trzeba będzie mocno pocierpieć o głodzie i chłodzie. O, gdyby panna Wanda mogła zobaczyć w tej chwili, co się odbywa w tej stęchłej ciemnicy!... Zamgliłyby się fiołkowe oczy...

Zimne, dręczące znużenie zaczęło mącić myśli Adasia. Leżał na boku, dotykając głową muru lub ziemi. Nie umiał sobie z tego zdać sprawy. Nogi miał związane ciasno. Cieszył się, że mu rąk nie wyłamano i nie związano na plecach. Nie mógł nimi poruszać, poruszał jedynie palcami, które ścierpły.

— Nic nie wymyślę — rzekł sobie z rozpaczą.