Adaś skupił się w sobie, rzucił się gwałtownie całym ciałem jak wyjęta z wody ryba i uderzył głową, zapewne o pustą beczkę, bo zadudniło. Głos szemrał za tą beczką. Trzeba było poczołgać się cokolwiek dalej, aby go zrozumieć. Wreszcie Adaś usłyszał słowa jakby obolałe:
— Kto do mnie mówi?
— Francuz! — zaszeptał Adaś ze zdumieniem.
Widmo w mroku przemówiło po francusku.
Adaś zaczął szeptać gorączkowo:
— Mówi więzień... Taki sam jak pan... Będę mówił pańskim językiem, chociaż zapewne źle... Wiem o panu wszystko... Czy pan nie słyszał, jak mnie tu w nocy przynieśli?
— Nie... Ja mam gorączkę... Jestem bardzo chory... Mam zwichniętą rękę.
— Jak długo pan tu jest?
— Nie wiem... Może dwa, może trzy dni...
— O łotry! — mówił Adaś zdławionym głosem. — Czy karmią pana?