— Przekleństwo! — jęknął Francuz i zamilkł.

Adaś namyślał się przez chwilę, po czym zaczął mówić powoli, najprostszymi zdaniami, aby go tamten w pełni rozumiał.

— Ponieważ panu trudno mówić, więc ja będę mówił za pana. A pan niech sprostuje nieścisłości. Pan wie, że w domu Gąsowskich znajduje się coś, co zostawił napoleoński oficer. Chciał pan kupić dom, ale go nie sprzedano. Pan źle zrobił, że się pan z nimi nie porozumiał. Czy pan słyszy?

— Słyszę... Proszę mówić dalej.

— Wynalazł pan tych ludzi, aby panu pomogli. Pomagali panu dopóty, dopóki nie dowiedzieli się, że to nie jakaś marna robota, lecz poszukiwanie bogactwa. Czy tak?

— Tak, nie mogę pojąć, w jaki sposób się dowiedzieli?

— Jeden z nich porwał podstępnie stary pamiętnik, w którym jest o tym mowa.

— Ach! — wykrzyknął Francuz. — Teraz rozumiem... Teraz rozumiem...

— Co z panem uczynili?

— Napadli mnie nocą podczas snu i odebrali mi list Kamila de Berier.