— Pan się bronił?

— Tak... Wyłamali mi ręce... Jedną zwichnęli... Związali...

— Kim są ci ludzie?

— Męty. Wynająłem ich.

— W jakim języku porozumiewał się pan z nimi?

— Po rosyjsku. Ja znam jako tako rosyjski język, bo robiłem w Rosji handlowe interesy. Bywałem kiedyś dawno w Łodzi... Jeszcze przed wojną...333 Znałem tego chudego, bo był lokajem u mojego przyjaciela. Ten chudy przyprowadził mi swoich dwóch przyjaciół... Przeklinam ten dzień... Och, przeklinam ten dzień!...

Francuz umilkł, jak gdyby gryzł swoją własną rozpacz. Adaś słyszał ciężki oddech nieszczęśliwego człowieka i zamilknął również, nie chcąc go męczyć pytaniami.

„Awanturnik... — myślał Adaś. — Awanturnik, który ciężko za to zapłaci. Ale to jeszcze chyba nie koniec. Nie będą go tu trzymali związanego... Ani jego, ani mnie... Potrzymają czas jakiś, aby im nie przeszkadzano w poszukiwaniach. Jeżeli znajdą, wypuszczą nas... Jeżeli jednak nie znajdą? — Zimny dreszcz przemknął po nim. — Jeżeli nie znajdą, gotowi zemścić się w ten sposób, że sami odjadą, a nas tutaj zostawią. Wreszcie nas tu ktoś odnajdzie, ale kiedy i kto? Dom stoi pustką... Ktoś się nim pewnie opiekuje i zajmie się domem, lecz na myśl mu nie przyjdzie, aby zajść do opuszczonego lochu. Może zresztą tutaj zabłądzi, ale wtedy znajdzie... — Groza przejęła Adasia na myśl, co znajdzie. — Trzeba się będzie ratować, ratować za wszelką cenę. Ale jak? Co począć ze związanymi rękami i związanymi nogami? A przecie trzeba będzie ocalić tego biedaka, co tam leży za pustą beczką. Czy ten długo wytrzyma w tej udręce?”

— Panie! — szepnął Adaś. — Niech mi pan powie...

Natężył słuch w tej chwili i ostrzegł go przejmującym głosem: