— Za wodą.

— Ach, to wy! Boże drogi!... Dobrze, na razie do obozu... Czy to daleko?

— Mamy łódź.

— Łódź? Cudownie!... Prowadź, Stasiu. W łodzi cię uściskam. Oj, nie zajdę daleko...

Staszek Burski chwycił jego lewą rękę i zarzucił ją sobie na szyję. Prawą swoją ręką objął go mocno i tak wlókł po trosze, a potem niósł.

— Do wody niedaleko... Oni tam już są... Tylko czy łódź wytrzyma?... — mówił zdyszanym głosem.

— O Boże! — jęknął. — Psy!... Prędko... Prędko, jeśli nam życie miłe!

11. „Choć burza huczy wkoło nas...”

Łódź, odepchnięta rozpaczliwym ruchem, wlokła się ciężko, zanurzona aż po burty. Woda była wzburzona i rozruszana przez tabun349 wichrów. Rozhulał się nowy deszcz. Przez szklane jego strugi widać było krążące nad brzegiem trzy widma: trzy ogromne psy.

— Nie wypływajmy na środek wody — rzekł Adaś gorączkowo. — Lepiej, żeby nas nie widziano. Można przecie okrążyć tę wodę?