Burski podrapał się w hetmańską357 głowę i wygrzebał z niej wojenny plan:

— O świcie zwiniemy obóz i pojedziemy, dokąd każesz. Teraz zaprowadzimy tego pana do księdza. Za godzinę będziemy z powrotem. Czy możemy wyruszyć w tej chwili?

— Oczywiście! — rzekł Adaś. — Gdyby jednak można przedtem... tak cokolwiek... Od rana nic nie mieliśmy w ustach...

— O, rany! — wrzasnął Staszek. — Szostak, słyszysz?

Szostak dał już nurka do namiotu i grzebał w nim skwapliwie.

— Trochę zamokło... — mówił zdyszany. — Czekolada... Chleb...

— Zjadłbym i kamień — śmiał się Adaś. — Byle miękki.

Najpierw nakarmił Francuza, potem sam machnął kilkakrotnie szczękami jak młody wilk.

— Teraz jestem gotów do najstraszliwszych czynów... W drogę, panowie! Czy pan będzie mógł iść o własnych siłach? — zapytał Francuza.

— Spróbuję. Jest mi bardzo przykro...