— Chwała Ci, Panie Boże! — zawołał profesor.

— Jakiś nieznany człowiek go przyniósł i oddał ludziom na polu.

— A na odpowiedź nie czeka?

— Nie! Powiedział, że burza się zbliża, więc mu śpieszno... Niechże stryjaszek prędko czyta.

Matematyk machnął lekceważąco ręką na znak, że mało go zajmują listy młodych urwipołciów, pani Gąsowska natomiast okazała żywe zainteresowanie.

Profesor zaczął czytać głośno, najpierw bardzo szybko, potem coraz powolniej. Skończył i spojrzał na wszystkich zdumionym wzrokiem.

— Dziwny list — rzekł po namyśle. — Jakiś sztuczny i wymyślny.

— O mnie nie raczył pamiętać! — zagrzmiał matematyk.

— Mniejsza o to! — rzekł profesor zniecierpliwiony. — Prawdę mówiąc, mógł napisać więcej. To serdeczne chłopczysko, a list jest niemalże oschły.

Odczytał go szeptem po raz drugi i nagle zakrzyknął: