— Pierwej jego buda zaszczeka niż on! — rzekł zgorszony profesor. — Ale co to? Grzmi?
— Nie, to tatuś wydaje jakieś okrzyki...
Po niedługiej jednakże chwili zagrzmiało naprawdę i błyskawica rozorała pociemniałe niebo od wschodu do zachodu. Wielkie drzewa skłoniły się sobie w szumnym pokłonie, jak gdyby żegnały się przed śmiercią. Ptactwo poczęło krążyć w niespokojnym locie, szukając kryjówek. Artyleria niebieska z hukiem zajeżdżała na pozycje na najwyższym wzgórzu, uczynionym przez chmury. Błyskawice latały jak sztafety. Wreszcie huk zwalisty, potworny, nagły i taki wielki jak cały świat dał znak do rozpoczęcia bitwy czarnych, skłębionych mocy.
— Koniec świata! — rzekł profesor.
— Co robi w tej chwili Adaś? — zapytała Wandzia bardzo cicho.
— Niech mu Bóg pomaga — westchnęła pani Gąsowska.
Pan Bóg, wysłuchawszy serdecznej tej prośby, oświetlał tymi samymi błyskawicami więzienie Adasia.
Burza toczyła się leniwie, zanim zapadła w zachodnią czeluść nieba. A nikt o tym nie wiedział — bo profesor przypuszczał tylko — że burza, jeszcze sroższa, szaleje w duszy brodatego męża. Jak czarnoksiężnik, w którego komnacie harcuje horda szatanów, siedział on wśród kłębowiska chmur, co się wiły dokoła jego głowy. Otworzył piec i wetknął w zachłanne jego gardło zapisane karty papieru. W rozpaczliwym porywie pragnął ręką schwytać rozpaloną błyskawicę na niebie i tą pochodnią lucyferową390 podpalić w piecu. Ponieważ jednakże błyskawice wiły się jak śliskie, nieuchwytne węże, więc uśmiechnąwszy się boleśnie, użył do tego celu marnej zapałki. Przytknął ją do papieru i patrzył z kamiennym spokojem, jak płomień najpierw polizał papier, jak pies — czerwonym ozorem, a potem zaczął go pożerać bez pośpiechu, zgoła niechętnie. Ogień zjada z lubością jedynie listy miłosne. Stare gazety, rachunki i akta zjada z opryskliwym trzaskaniem, mocno dymiąc. Za oknami ulewa zalewała świat, ale na myśl jej nie przyszło, aby choć jedną kroplą zalać to całopalenie.
„To moje życie płonie! — pomyślał czarno »były matematyk«. — Ha! Oczyszczam duszę w ogniu!”
Machnął ręką i poszedł spać.