— Zdumiewające! Góra z górą się nie zejdzie...391 Skąd przybywasz, jakie przynosisz wieści?
— Najdziwniejsze!
Cokolwiek onieśmielony, że słucha go tyle osób, począł opowiadać wspaniałą historię, pełną jęków w podziemnym lochu, burzy, piorunów, złych ludzi, wściekłej wody, co zatopiła łódź, a przede wszystkim pełną... Adasia. Gdy nabierał oddechu przed nowym rozdziałem piekielnej awantury, słuchacze wydawali okrzyki podziwu, zdumienia lub grozy. Profesor spozierał po słuchaczach, wołając każdym spojrzeniem: „A co? Nie mówiłem?”. Emerytowany matematyk pomrukiwał pomrukiem zadowolonego lwa. Damy wyrażały swój podziw zamykaniem oczów, jak gdyby nie mogły patrzeć w mroczną twarz grozy.
— Adaś zjawi się tu lada chwila — mówił Burski. — Jakeśmy się umówili... Może nawet już jest w naszym obozie, aby za dnia nie wchodzić do domu, bo go mogą pilnować... Bo my, proszę pani, z polecenia Adasia założyliśmy obóz poza parkiem, nie zapytawszy nawet o pozwolenie...
— Załóżcie go nawet w samym parku! — rzekła serdecznie pani Gąsowska.
— Bardzo dziękuję... Jeżeli jednak, proszę pani, zginie na folwarku jaka kura lub kaczka, niech to nie idzie na nasz rachunek, bo my nie jadamy mięsa.
— Ale jabłka jecie, co? — huknął pan Iwo.
— Z przyjemnością — uśmiechnął się Burski.
— Cały sad do was należy!
— Bardzo dziękujemy — rzekł chłopiec, przymykając oczy z zachwytu. — Co mam powiedzieć Adasiowi, gdyby był w obozie?