Obaj chłopcy oczekiwali jego powrotu.

— Czemu panna Wanda przez cały dzień płakała? — spytał Staszek szeptem.

— Skąd ja mogę wiedzieć?

— Śliczna dziewczyna... — szeptał Burski rozmarzony.

— Staszek! Ja...

— Nie kończ! Rozumiem... Byłbym ostatnia małpa... Cicho! Pan profesor powraca...

Biały duch, tym się od zawodowego ducha różniący, że nie kłapał zębami i nie chrzęścił piszczelami, wsunął się do pokoju.

— Cały dom śpi! — oznajmił. — A co teraz?

— Teraz my pójdziemy na strych, a pan profesor niech stoi na czatach393. Gdyby schody skrzypnęły i gdyby się kto obudził, niech go pan profesor uspokoi.

— Na strych? Teraz? Piotrusiu! Gdybym nie wiedział, że jesteś przy zdrowych zmysłach...