Widma szły za nim, skupione i do głębi przejęte. Gromadka znalazła się tuż przed zwartą ścianą drzew. Adaś udając, że patrzy w dokument, chyłkiem przebiegł spojrzeniem mrok pod drzewami.
— Jesteśmy na miejscu — oznajmił głosem bardzo drżącym. — Tu będziemy kopali. Niech pan Gąsowski świeci, a ja z Burskim zabierzemy się do roboty.
— A co ja? — zapytał profesor z żalem.
— Pan profesor będzie patrzył dokoła i da nam natychmiast znać, gdyby dojrzał coś podejrzanego.
— Gwizdać?
— Wszystko jedno! Staszek, kop!
Dwa rydle poczęły krajać ziemię z niespokojnym pośpiechem. Po chwili pot zaczął się lać ze szlachetnych młodzieńczych czół.
— Niżej światło! — zawołał Adaś.
Pan Gąsowski pochylił skwapliwie latarnię.
— Jest co? — zapytał.