— Nadzwyczajne! — huknął pan Gąsowski.

Burski podał coś Adasiowi i wygramolił się z dołu.

— Stara, żelazna skrzynka! — rzekł Adaś. — Udało się! Proszę bliżej z latarnią... Strasznie stara, lecz doskonale zachowana.

— Otworzyć, otworzyć! — wołał pan Gąsowski.

— Nie da się, bo na głucho zabita!... Bez narzędzi nie damy rady... Ależ ciężka! Panowie, zabieramy skrzynkę i...

— Baczność! — wrzasnął przeraźliwie pan profesor.

— Ręce do góry! — wrzasnął równocześnie głos inny.

— Och! — krzyknął Adaś niezmiernie zdumiony, podnosząc powoli ręce do góry.

— Rzucić to! — rozkazał głos obcy, chrapliwy i drżący ze wzruszenia.

Dzielny pan profesor, dojrzawszy nieludzko chudą postać z rewolwerem w ręce, chwycił rydel i zamierzył się nim na zbrojne widmo, co wyszło z leśnego mroku.