Tamten dał niespodzianie susa i przepadł wśród drzew.

— Gońmy go! — wrzasnął pan Gąsowski.

— Ani kroku! — zawołał Adaś zdławionym głosem. — Ani kroku! Czy panu życie niemiłe? Zresztą...

Nie dokończył, bo zaczął nasłuchiwać. W niewielkiej odległości zgrzytliwym głosem zawarczał motor.

— ...Zresztą on ma auto. Niewysokiej widać marki, bo kicha i szczeka, ale jedzie. Niechże sobie jedzie na złamanie karku.

— Ależ skarb, skarb! — zahuczał „były matematyk”. — Chłopcze! Czy z przestrachu straciłeś zmysły? Czemu się śmiejesz, u stu diabłów! I ty też? — krzyknął, spojrzawszy na Staszka.

— A cóż mamy robić? — spytał Adaś spokojnie.

— Gonić go!

— Jak? Na nogach?

— Damy znać... Niech go chwytają!...