— To nie tak łatwo, młodzianku święty! — rzekł uradowany ksiądz Kazuro. — Najpierw muszę zdjąć but, za pozwoleniem pani dobrodziejki, bo ja dla ostrożności schowałem je w bucie.

Wspólnym wysiłkiem ściągnięto mu z lewej nogi przenośny bank i Staszek pogonił do obozu.

— Uważaj, młodzianku święty! — wołał za nim zaniepokojony ksiądz. — Przecie to majątek!

Pół dnia trwała podróż i powrót wyprawy, co przyniosła z triumfem całą kopalnię srebra412. Ksiądz Kazuro nie chciał pozostać ani chwili dłużej.

— Głodni czekają — rzekł cicho.

Prosił tylko, aby mu starodawnym obyczajem zaszyto pieniądze w płótno, i opasawszy się tym wężem, żegnał się czule.

— Młodzianku święty! — mówił do Adasia. — A gdybyś napotkał drugiego takiego Francuza, to go przynieś do mnie.

— Będę się starał! — odrzekł Adaś z wielką powagą.

Nie ukrywał radości.

— Złych ludzi wzięto na przechowanie — mówił na wielkiej naradzie — Francuz zaś odżegnywał się od wszystkiego. Pole jest wolne. Teraz możemy zaczynać. Obawiam się naprawdę, że napoleoński oficer nie był, biedaczysko, przy zdrowych zmysłach.