— Ale on wymyśli! — zawołał profesor. — Piotrusiu, rusz głową!

— Ruszam, ruszam, ale bardzo niezdarnie. Czytajmy jednak słowo po słowie: „W wielkim domu znajdziesz...”. Gdzie jest wielki dom? To jasne! Oficer leżał w małym domku, więc kieruje kroki brata do „wielkiego domu”, do tego, w którym znajdujemy się w tej chwili. O innym nie może być mowy. Ksiądz Koszyczek opowiada, że oficer przez czas pewien zajmował bawialnię. Myślę przeto, że tam należy podążać za myślą oficera. Dobrze by było, abyśmy się tam przenieśli...

— Wybornie! — rzekł profesor.

Zajęli miejsca w mrocznym pokoju i siedzieli w milczeniu, jakby w teatrze. Adaś stojąc, rozważał:

— Mamy znaleźć w tym domu dwie brody... Dobrze! Najprostsze byłoby przypuszczenie, że w owym czasie mieszkali tu jacyś dwaj brodaci mężowie. Takich tu jednak nie było!

— Skąd wiesz?

— Ksiądz Koszyczek nie wspomina o tym, a sam przecie brodaty nie był. Nic nie mówił o dwóch ludziach, których by z pewnością wspomniał. Zresztą to były „malowane” brody. A któż... O nieba! Jedną już mam! Patrzcie, państwo, na to malowidło! Wszakże to „malowana” broda!

Brodaty rycerz na portrecie spojrzał na niego nienawistnym, zimnym spojrzeniem.

— O, jaki on mądry! — szepnęła panna Wanda do Staszka, który zrobił minę na temat: „A pani o tym nie wiedziała?”.

Zdumieli się wszyscy i patrzyli z zachwytem na łopatę brody groźnego rycerza.