— Ale to dopiero jeden! — mówił Adaś gorączkowo, stojąc przed malowidłem. — Jak brzmią następne słowa: „Nie patrz poza siebie!” Przeto druga broda musi być w tyle.

Odwrócił się szybko i krzyknął:

— Jest i druga!

— Gdzie? Gdzie?

— W lustrze! Lustro jest na wpół umarłe, więc ledwie ją można dostrzec, przed stu laty jednakże widać ją było doskonale. Na tę brodę brat oficera nie ma zwracać uwagi... Oczywiście! A co ma robić? „Patrz przed siebie i czytaj w brodzie!” Więc czytajmy i my!

Pochwycił stare, pokraczne krzesło, stanął na nim i zbliżył twarz do malowanej brody.

— Nic nie widać... Proszę pani! Trochę ciepłego mleka i jakiś gałganek!

Panna Wandzia, szybko jak Iris413, „posłanka bogów”, pobiegła i wróciła z tą alchemią414.

Adaś zaczął trzeć ostrożnie, nie zwracając uwagi na piekielne spojrzenia rycerza. Zdawało się, że rycerz zgrzytał zębami.

— Czy nie ma w domu powiększającego szkła? — wołał Adaś.