— Ja mam szkło powiększające! — zawołał pan Gąsowski. — Kiedy jeszcze byłem matematykiem...

Machnął ręką, nie dokończywszy, i podreptał szybko.

Po chwili Adaś badał brodę przez szkło.

— Ciemno! — mówił, nie odwracając głowy. — Otwórzcie okna i niech ktoś odgarnie dzikie wino... Tak... Teraz lepiej... Widać litery... Jakiś napis wśród skrętów brody...

— Możesz odczytać?

— To dziwne! — oznajmił Adaś. — Litery i nielitery... Napis i nie-napis. Ach! Słowa są pisane odwróconym sposobem!

— Sztuczka dla kmiotków! — pouczał pan Gąsowski. — Byli jednak i geniusze, co z ostrożności używali tej dziecinnej metody. Pismo Leonarda da Vinci415 trzeba odczytywać w lustrze.

— Ja mam przy sobie lusterko... — rzekła panna Wanda. — Przypadkiem...

Adaś odczytywał w nim z trudem, dodając literę do litery.

— Niech pan notuje, panie profesorze!