Wszyscy słuchali z zapartym tchem, a Adaś dyktował.
— To wszystko! — ogłosił, zeskakując z krzesła.
— A cóż to znaczy? Mów prędzej, Adasiu!
— Tłumaczę dosłownie:
Znajdziesz w domu tego, co powróci wkrótce z Egiptu i nigdy nie jadał na uczcie z płaskiego talerza.
— Co takiego?! — huknął pan Gąsowski.
— Mało to dwóch zagadek, znalazła się na pociechę trzecia — mówił zatroskany profesor. — Któż ją zdoła odgadnąć?
— Jak to, kto? — zawołała panna Wanda, niemal ze zgorszeniem. — Pan Adaś!
Adaś spojrzał na nią, jakby się przed nim niebo otwarło, a ona siedziała na chmurze.
— Coraz bardziej jestem przekonany — rzekł — że napoleoński oficer niezbyt dobrze rozumiał, co czyni. Chociaż, czy ja wiem? Dotąd wszystko było na podziw ostrożne i bardzo dowcipnie ukryte. Te malowane brody wymyślił doskonale. Musiał jednak bardzo wierzyć w domyślność swego brata, skoro go tak wodził po bezdrożach. Może być, że dla Francuza byłoby to łatwe. Ja przyznam się, że nie umiem myśleć tak lotnie. Panie profesorze, co pan myśli o tej nowej zagadce?