— Szkoda by było takiej tęgiej głowy! Zostaw mi te książki i idź do Łazienek122.
— A co będzie jutro?
— Jutro? Ach, nic wielkiego. Ponieważ dzisiaj jest niedziela, więc prawdopodobnie będzie poniedziałek, jeśli nic się nie zdarzy innego. Bądź zdrów, chłopie, i śpij spokojnie!
Po wyjściu udręczonego chłopca uśmiech odleciał z oczów Adasia jak motyl, co przysiadł na nich tylko na chwilę. Udawał wesołość, aby dodać odwagi zatrwożonemu mizeractwu. Podjął się niebacznie trudnej sprawy. Ha, trudno! Może zdoła dojrzeć coś w gąszczu cyfr, czego nie zauważyli inni. Wierzył, nieco zuchwale, i w swoje szczęście, i w bystrość oczów.
Począł liczyć. Dodawał długie kolumny, przyglądał się podejrzliwie wojsku cyfr, rozsypanych w tyralierkę123. Brak było stu złotych. Wsiąkły w papier. Na nic, na nic długa, żmudna robota. Trzeba rozpocząć od nowa. Mnóstwo pieniędzy przewaliło się w maju; jedni płacili długi, inni zakupywali sprzęt wodny na wakacje. W kolumnie gęsto ukazywały się liczby trzycyfrowe. Tym liczbom przyglądał się Adam najpilniej. Wprawdzie owe zaginione sto złotych mogło powstać z ułamków, więcej jednak było prawdopodobne, że pyszna setka stanęła w kolumnie „we własnej osobie”. Która z tych kilku w grubej księdze jest tą, co „zniknęła jak sen jaki złoty”124? Adam wziął lupę i badał każdą skrupulatnie. Minęło kilka godzin, a on, jak zegarmistrz badający przez szkło powiększające wnętrze zegarka, siedział nieruchomy i zatopiony w badaniu. Wydzwoniła północ, duchy poczęły wałęsać się po śpiącym świecie, a on czuwał.
Około godziny pierwszej zabrzmiał wśród nocnej ciszy zdrowy, radosny i odpowiednio przeraźliwy śmiech Adama. Musimy powiedzieć z odrobiną niesmaku, że śmiech ten przypominał rozgłośne końskie rżenie. W śpiącym głęboko domu uczynił się ruch i po chwili stanął w drzwiach ojciec Adama w pasiastej piżamie, mocno zatroskany, albowiem był przekonany głęboko, że jego pierworodny syn zwariował.
— Co ci się stało? — zapytał z trwogą.
— Znalazłem sto złotych! — wrzasnął pierworodny.
— Znalazłeś sto złotych? W tym domu? U lekarza? O pierwszej po północy? Zmocz ręcznik w zimnej wodzie, połóż go sobie na potylicy i idź spać, obłąkany chłopcze!
Pierworodny i pomylony syn nie mógł jednak usnąć tej nocy. Chciał biec do owego zrozpaczonego biedaka, zapukać w jego okno i krzyknąć: „Śpij spokojnie! Znalazłem!”. Dlatego tylko tego nie uczynił, że i tamten nie byłby mógł usnąć z nadmiernej radości.