Nazajutrz jednak, jeszcze przed pierwszą lekcją, szepnął Burskiemu:

— Skocz no, przyjacielu, do szóstej, wywołaj byle którego pędraka i powiedz, że wszyscy mają czekać na mnie po nauce.

Burski, rozmiłowany w Adamie, uczynił trzy jelenie susy i powrócił zadyszany.

— Zrobione! — szepnął. — Ten, któremu to powiedziałem, omalże nie usiadł na ziemi. Zdaje się, że mu lewe oko zbielało.

Klasa szósta oczekiwała Adama z biciem wielu serc. Chłopaczek prowadzący spółdzielnię blady był jak ziemia po pierwszym śniegu. Wparł wzrok we drzwi i czekał w bolesnej udręce. Milczeli wszyscy milczeniem wielkim. O tym, że życie niezupełnie zamarło, świadczyła jedynie głośno brzęcząca mucha, daleka od zawiłych ludzkich spraw.

Adam nie wszedł uroczyście, lecz wbiegł w radosnych podskokach, niosąc księgi. Uśmiechnął się do klasy szóstej, klasa szósta uśmiechnęła się do niego. Następnie, znalazłszy spojrzeniem bladego chłopaka, stanął przy nim jak adwokat przy boku oskarżonego i wygłosił krótkie przemówienie, którego słuchało łakomie kilkanaście szeroko otwartych gęb. Otoczono go ciasnym kołem, a on prawił125:

— ...Jestem szczęśliwy, że zjawiam się tu z wesołą nowiną... Wasz najmilszy kolega niepotrzebnie się gryzł i smucił... Jest to zacny kolega, uczciwy kolega! Niech się wstydzi każdy, który go mógł podejrzewać... (Znowu płaczesz, szympansie?) Nie, nie, to nie należy do rzeczy... (Otrzyj nos, bo cię kopnę!) Proszę panów! Z tej całej sprawy będą nici, i to bez żadnej przenośni! Proszę patrzeć!

Otworzył księgę handlową i wskazując palcem na jej stronicę, mówił podniesionym głosem:

— Oto tu sterczy cyfra 126 złotych i 30 groszy. Widzicie? Z dnia 24 maja. Do tych 26 złotych i 30 groszy nie mam najmniejszych pretensji. Stoją jak mur! Ta pałka jednak udająca setkę budzi pewne zastrzeżenia. Odkryjemy łotrostwo tej pysznej126 pały, obalimy ją i zetrzemy na proch. Ta setka jest oszukańczą setką. Czy ma który z was scyzoryk albo sztylet, albo inne ostre narzędzie? Dziękuję, jeden wystarczy... Po co mi aż dwadzieścia?

Dziesiątki oczów usiłowało wypaść z naturalnego swego siedliska. Z zapartym oddechem patrzyli wszyscy, jak Adam ostrzem scyzoryka podważa z niezmierną ostrożnością czarną pałkę.