Kawałek dnia podsunął się do połknięcia, jedzą go, obgryzają,

liżą w świetle. Tyle co widzę, tyle co upływam.

***

Za mały schowek, już mnie nie pomieści. Matkujesz mym

ucieczkom przez zdyszany ogród, w przejrzyste zaniki,

w co-było-słyszane. Tam jesteś — dochowanie moje niewyro-

śnięte, zatrzymanie nagłe w pół trzepotu serca. Moje naraz

wszystko żywe.

***

Już senni jesteśmy, wydobyci bezładnie, chociaż nie do szczę-