nięcie spopielałych nitek — jest taka droga jesiennych śmierci,

tędy przechodzą oszalałe, rozmiękłe kolory wezwane wia-

trem. Płatek po płatku w ordynku barw, najpierw żarłoczne,

potem cichnące, aż po ostatnią, najniższą zieleń — schnące

arterie, krople bólu w ciemnych tkankach. Rośnie w ramio-

nach, rozwija się popielate gniazdo, już sięga miękko w liście

między szelest, pulsujące soki obejmuje ciaśniej — ciasno —

drżącymi kręgami. Aż głuchną.

Malejące

jeżeli maleję cierpliwie z dnia na dzień