zrównanym do wspomnienia, i wszystko jest po naszej
stronie podzielne, i dalej naprzykrzamy się sobie — źdźbło
oku, nożyce trawie, piła drzewu, do nóg naszych krzywo
poślubiona łąka.
Pobyt mój taki piskliwy w nieustannym głosie
To, co zasiałam: teraz boli wzeszłe przede mną. To, co pła-
kałam: coraz więcej pustych krzeseł, moje wysokie do ma-
my na mleku puste. To, co osiadłam: to zabrane zwierzętom,
to zabrane roślinom, huczna spiżarnia a wszystkiego mało
żeby dojść smaku. To, co dorosłam: dziecinnieje, coraz