narodziny muszli, w której szumi krew. Razem z krwią pły-

nie światło. Nie tknięte światłem czekają ukrycia ryb, ziemie

pereł. Pasma roślin, kłącza rozwijane w zamkniętych oczach.

Odebrane ciemności, pną się na drgający brzeg. Co przyjmu-

je, co oddala, nie jest głębią, nie jest ruchem, kołysaniem — to

są przyjścia i odejścia w wielką ciszę.

Rozpięty pomiędzy ścianami kawałek syczącej zieleni.

Narodzenie z oczu

Spojrzenie po spojrzeniu rozgina wejścia coraz głębsze:

trawa dzieli się trawą, liść łamie się liściem, gną się i strzę-