— Wychodzimy do przedsionka! Daisy, włącz swój reflektor! Kontakt znajduje się nad szybą hełmu.

Głos Bernarda wydał się dziewczynie jakiś inny, jakby zmieniony. Konstruktor wsunął się w ciemny otwór i za chwilę znikł sprzed oczu reporterki. Uczuła lekkie szarpnięcie liny, posunęła się parę kroków ku wyjściu i w słuchawkach zabrzmiał znów głos Kruka: — Daisy, posuwaj się za mną! Staraj się, aby zbyt ostro nie przedzielała nas ściana, bo fale, na których pracują nasze radiotelefony, mają stosunkowo mały stopień uginania. Tu są wszędzie almeralitowe ściany, nieprzenikliwe dla fal radiowych. Uważaj na klamry w podłodze, bo się przewrócisz!

Z drżeniem serca dziewczyna przesunęła się do otwartego włazu. Za nim znajdowała się ciemna salka przypominająca śluzę. Po lewej stronie był widoczny jakiś otwór, gdzie zauważyła nachyloną postać Bernarda.

— Podejdź do mnie, Daisy — odezwał się znów konstruktor. — No, co tam? Dlaczego się nie odzywasz? Czy mnie nie słyszysz?

— Słyszę, tylko że tu… tak… dziwnie…

— Boisz się?

— Nie wiem…

— Nie masz się czego obawiać! — usłyszała głos Deana. — To nic strasznego! Ja często sam wychodzę na zewnątrz!

Młody astronom przysunął się do dziewczyny i chwyciwszy ją za pas lekko podniósł w górę. Po chwili wraz z nią przesunął się zręcznie przez otwór włazu prowadzącego do przedsionka.

— Trzymaj się klamer i chodź do wyjścia! — powiedział stawiając ją na ziemi. Przesunęła się ostrożnie w stronę Bernarda siedzącego na krawędzi owalnego otworu.